To była najbrzydsza figurka jaką posiadam w pracowni. Była też wysoka, stała więc i spoglądała znad głów innych figurek nieco tępym spojrzeniem…no naprawdę, nie dość że cała pokiereszowana i poklejona, nos jak kartofel, to jeszcze makijaż zapałką robiony…
No i przyszły ciepłe dni…A ja poczułam, że to właśnie ona rozpocznie w tym roku wiosnę w mojej pracowni…
Z brzyduli stała się pięknością…tak samo działa wiosna, upiększając nasz szary i brudny pozimowy świat…