Ta niewielka figurka dotarła do mnie z serca Bieszczad. Po zapachu poznałam, że spędziła swoje dotychczasowe życie na zewnątrz, prawdopodobnie w kapliczce..
Choć była prawie cała (brakowało jej tylko rączek), deszcze i niskie temperatury zrobiły swoje…
U mnie w pracowni jest taka niepisana zasada: im bardziej zniszczona, tym szybciej stanie się na nowo Królową. Ta figurka długo więc na remont nie czekała. A efekty: powrót do życia, powrót to pięknego świata..